Star Risk 01 A5.pdf

(2208 KB) Pobierz
Chris Bunch
Star Risk Sp. Z o. o.
Cykl: Star Risk Tom 1
Przełożył Radosław Kot
Tytuł oryginału: Star Risk, Ltd.
Rok pierwszego wydania: 2002
Rok pierwszego wydania polskiego: 2010
Star Risk Ltd. to w założeniu firma ochroniarska, ale ich zakres
działalności jest znacznie szerszy. Bohaterowie: geniusz
komputerowy, była komandoska, były żołnierz służb specjalnych,
obcy Grok podejmują się różnych misji, m.in. odnalezienie
kosmicznych piratów sabotujących działania górników z asteroid,
odszukanie bandytów szantażujących premiera jednej z planet. Na
każdym kroku Star Risk zmuszone do walki z głównym
konkurentem - potężna korporacją Cerberus.
-2-
Dla
tej prawdziwej Michelle Reese,
żeglarki, modelki,
mistrzyni swobodnego spadania,
impresaria,
oraz
Williama i Steuena Courchesne,
którzy też niejedno potrafią
-3-
1.
Kobieta była wysoka, jasnowłosa i miała zielone oczy. Była też
piękna, a jej ledwie istniejący kostium kąpielowy oraz kapelusz
przeciwsłoneczny wyglądały na bardzo kosztowne.
Leżała wyciągnięta na brzegu basenu na dachu
superluksusowego hotelu Shelburne. Nieregularnego kształtu
basen wił się przez ogrodowe zarośla, a jego liczne zakola
stwarzały iluzję prywatności.
Poza kobietą na dachu cieszyło się popołudniowym słońcem
jeszcze kilkunastu innych mieszkańców hotelu oraz ich goście.
Było tu kilka gwiazd medialnych, jedna czy dwie gwiazdy
piosenki, pęczek prawników, paru menedżerów oraz pięciu czy
sześciu wybitnie dzianych zamiejscowych, którzy czynili
wszystkim zaszczyt, pokazując swe urodziwe fizjonomie.
Czterdzieści pięter niżej kotłował się niezauważenie miejski
świat Trimalchio IV, którego obywatele robili swoje... albo dawali
się wrobić.
Trimalchio IV miał to szczęście, że nie ciążyła na nim
praktycznie żadna godna odnotowania historia. Zasiedlony został
pierwotnie przez grupkę plutokratów Sojuszu, którzy ulegli
czarowi umiarkowanego klimatu, kilometrów pustych plaż i
malowniczych turni niedostępnych gór. Z początku bardzo
ograniczali napływ pospólstwa, przyjmując jedynie kandydatów
na służących oraz pracowników luksusowych sklepów, które
nigdy nie cierpiały na brak klientów. Potem pojawiły się też
restauracje, bary, hotele i wszystko inne, co jest potrzebne
bogaczom do wygodnego życia. Niemniej mieszkańców wciąż
było niewielu, poniżej pięćdziesięciu milionów. Co ciekawe,
podatki też były niskie, głównie dlatego, że pakiet opieki
społecznej ograniczał się do biletu w jedną stronę na jakąś inną
-4-
planetę. To był wspaniały świat, o ile miało się pieniądze. Jeśli
nie... zawsze można było jeszcze głodować.
Krążący wkoło basenu strażnik czuł się w tym towarzystwie
stary i gruby, choć miał niewiele ponad pięćdziesiątkę. Na biodrze
ciążyła mu broń, chociaż zachodził w głowę, dlaczego właściciel
hotelu kazał mu z nią chodzić. Przecież bogatym nigdy nic się nie
przytrafia.
Spojrzał na opalającą się kobietę, zaryzykował uśmiech i zaraz
poczuł się jeszcze starszy, gdy potraktowała go jak powietrze i
wróciła do lektury. Zerknął na okładkę książki, spodziewając się
jakiegoś monstrualnego czytadła, nosiła jednak tytuł
Matematyka
przestrzeni n-wymiarowej i nowa teoria unifikacji.
To z pewnością nie była jego liga.
Poszedł do windy, zjechał do holu i schronił się w
pomieszczeniu ochrony, gdzie mrugał na niego tuzin projekcji
ukazujących różne zakątki budynku.
Uznał, że spędzi tu resztę zmiany, nie narażając się na niemiłe
spotkania przypominające nachalnie o jego wieku i nie
najciekawszej aparycji.
Główne słońce zsuwało się już za horyzont, drugie właśnie
wzeszło, było jednak małe i chłodne niczym świecąca odbitym
blaskiem planetoida.
Goście porzucili basen i zjechali do swoich pokoi.
Niejaka M'chel Riss ziewnęła i spojrzała na zegarek. Teatralnie
uniosła brwi, jakby się właśnie przekonała, że jest już spóźniona
na spotkanie z kochankiem, wstała, przeciągnęła niemal
dwumetrowe ciało i złapawszy torbę z prawdziwej skóry, ruszyła
do windy. Zza okularów przeciwsłonecznych uważnie śledziła
-5-
Zgłoś jeśli naruszono regulamin