Andrzej Pilipiuk - Przetaina.pdf

(3678 KB) Pobierz
Spis treści
Karta tytułowa
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Karta redakcyjna
Okładka
D
o jesieni zostało jeszcze sporo czasu, gdy babcia zaczęła marudzić, że trzeba
naprawić dach. Po prawdzie trochę racji w tym było, wiosenne gradobicie dało
nam się we znaki, ciągle jednak pilniejsze prace zmuszały nas do odłożenia
roboty. Babcia kilka razy przypominała o  sprawie, wreszcie pewnego poranka
wyciągnęliśmy z  wujaszkiem Tokiem nasz dwukołowy wózek. Założyliśmy mocniejsze
buty o  twardej podeszwie, spodnie z  mocnego płótna i  najgorsze, sprane koszule.
Naostrzyliśmy szpadle i oskardy, zabraliśmy na wszelki wypadek broń i wyprawiliśmy
się po dachówki do ruin w górnych dzielnicach Tess.
Nie lubiłem tego miejsca, jego przytłaczającej cmentarnej ciszy i  braku ludzi.
Szliśmy ulicą wspinającą się na zbocze góry Televi. Bruk zachował się dobrze, trawy
i krzewy wpijały korzenie w każdą szczelinę. Domy przed wiekami zburzyło trzęsienie
ziemi. Można to było poznać po długich pęknięciach ocalałych murów. Szczeliny cięły
równo i  kamień, i  zaprawę. Tylko gzymsy i  obramowania okien, tam gdzie kamienie
dodatkowo spojono żelaznymi klamrami, dały radę oprzeć się wstrząsom. Za to w wielu
miejscach rozsadził je korodujący metal. Przodkowie budowali solidnie, ale czas i  siły
natury okazały się potężniejsze. Dachy ani stropy się nie zachowały, przez otwory
okienne widać było błękitne niebo. Przystanęliśmy na zakręcie.
– Spójrz, Dave, piękny widok – mruknął wujaszek.
I  nie kłamał. Miasto opadało tarasami ku zatoce. Tu z  góry widziałem wyraźnie
tereny świątyni, naszą dzielnicę i leżące poniżej dzielnice pierwobylców. W porcie stały
trzy statki Węży.
Ruszyliśmy dalej.
– Myślę, że to będzie odpowiednie miejsce. – Zatrzymał się przed jednym z domów.
Budynek niewiele różnił się od innych. Mury były grube i  solidne. W  kilku
miejscach zachowały się aż do wysokości gzymsu pierwszego piętra. W  otworach na
belki i  pustych otworach okiennych tkwiły jeszcze resztki poczerniałego ze starości
drewna. Najpierw rozleciał się dach, spadły sufity, potem runęło także piętro.
Przewrócił się przewód kominowy... Parter zasypany był warstwą, której grubość
Zgłoś jeśli naruszono regulamin