KAFIR, Łukasz Maziewski - Weryfikacja.pdf

(1089 KB) Pobierz
Kafir Łukasz Maziewski
Weryfikacja
Bellona
Spis treści
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
Rozdział I. Smak wina mtswane
Rozdział II. Biało-rusy
Rozdział III.
Non occides
Rozdział IV. Weryfikacja
Rozdział V.
Emet
znaczy prawda
Rozdział VI. Matrioszka
Rozdział VII. Inspektorat Wschód
Rozdział VIII. Jeruzalem
Rozdział IX. Dyski
Rozdział X. Ostatni gasi światło
Projekt okładki i stron tytułowych: Paweł Panczakiewicz
Redaktor prowadzący: Joanna Markiewicz
Redakcja merytoryczna: Joanna Kłos
Korekta: Ewa Grabowska, Grażyna Ćwietkow-Góralna
Copyright © by Kafir & Łukasz Maziewski 2020
Copyright © for this edition by Dressler Dublin sp. z o.o.,
Ożarów Mazowiecki 2020
Wydawca:
Bellona
ul Hankiewicza 2
02-103 Warszawa
Dystrybucja:
Dressler Dublin sp. z o.o.
ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki
tel. (+ 48 22) 733 50 31/32
e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl
www.dressler.com.pl
ISBN 978-83-11-16123-8
Wersję elektroniczną przygotowano w systemie Zecer firmy Elibri
I
Smak wina mtswane
Kwiecień 2007 roku, dwa miesiące
po upublicznieniu Raportu WSI
Telawi, północno-wschodnia Gruzja
Gospodarz spotkania przyglądał się Czarnemu uważnie już od wejścia.
Mrużył oczy okolone siateczką drobnych zmarszczek, co Czarny zauważył,
dopiero gdy podeszli z Tamar do stolika, bo było dość ciemno. Na zewnątrz
zapadał zmierzch, a  wnętrze knajpki bynajmniej nie było oświetlone jak
sala operacyjna w  szpitalu. Pomieszczenie miało kształt prostokąta,
z  drzwiami na jego dłuższym boku. W  środku znajdowało się kilka
stolików i  kominek. W  centralnym miejscu stał nieduży półkolisty bar,
który – sądząc po jego stanie – był starszy od Czarnego. W środku mieszał
się zapach przypraw, grillowanego mięsa oraz dymu papierosowego. Nie
najczystsza podłoga i  okna – co było widoczne nawet pomimo mroku –
potęgowały wrażenie zaduchu. Mówiąc krótko, nie była to restauracja,
którą znajdzie się w przewodnikach Michelin.
Polak od razu dostrzegł dwójkę mężczyzn siedzących blisko stolika,
w którego stronę właśnie szli. Usztywnił się lekko, ale Tamar najwyraźniej
wiedziała, kim są, bo dostrzegłszy ich, dwukrotnie zacisnęła pięść, a potem
uniosła dłoń i  machnęła w  geście pozdrowienia lewą ręką. Czarny
uśmiechnął się w duchu – domyślił się, że chodziło o sygnał. Dziewczyna
zauważyła, że on zauważył.
– To moi kuzyni – powiedziała po rosyjsku z wdzięcznym uśmiechem.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin