Kelly Rimmer - Wszystko, co ukrywamy.pdf

(1695 KB) Pobierz
Dla kobiet, które z dziećmi na rękach
toczą walkę z chorobą w swojej głowie.
P
ROLOG
Grace
14 WRZEŚNIA 1957 ROKU
Dręczy mnie ostatnio samotność w  wielkiej rodzinie, najgorsze uczucie, jakiego
kiedykolwiek doświadczyłam. W  ciągu kilku ostatnich lat przekonałam się, że
samotność jest gorsza od smutku. A  to dlatego, jak sobie uświadamiam, że
samotności z definicji nie da się z nikim dzielić.
Dziś wieczorem są ze mną w  domu jeszcze cztery istnienia, ale wszystkie
wydają mi się nieosiągalnie dalekie, mimo że są zdecydowanie za blisko, by mogły
być bezpieczne. Patrick powiedział, że wróci przed dziewiątą, i trzymałam się tej
jego obietnicy przez cały dzień.
O dziewiątej będzie w  domu, powtarzałam sobie. Gdy Patrick tu będzie, nie
zrobisz nic głupiego, wytrzymaj tylko do dziewiątej.
Powinnam już wiedzieć, że na tym człowieku nie można polegać. Jest 23:55,
a ja nie mam pojęcia, gdzie się podziewa.
Beth zaraz będzie się domagać karmienia, a  ja czuję się taka zmęczona  –
i nerwy mam napięte jak postronki, jakby jej płacz miał sprawić, że rozlecę się na
kawałki, choć jako matka czworga dzieci powinnam być przyzwyczajona. Strach
przed tym płaczem odczuwam dosłownie w  kościach, do tego napięcie w  całym
ciele, którego sama nie potrafię zrozumieć. Kiedy ostatnio udało mi się przespać
więcej niż kilka godzin? Bez przerwy, dniami i nocami, towarzyszy mi przerażenie,
że stracę nad sobą panowanie i kogoś skrzywdzę: Tima, Ruth, Jeremy’ego, Beth…
albo siebie. Zagrażam bezpieczeństwu swoich dzieci, ale nie ma nikogo innego, kto
mógłby je przed tym zagrożeniem ochronić.
W ostatnich latach odebrałam twardą lekcję  – im życie jest trudniejsze, tym
głośniej odzywają się w człowieku uczucia. W zwyczajne dni bardziej ufam faktom
niż emocjom, lecz gdy dopada mnie wrażenie, że świat się kończy, trudno mi jest
dociec, skąd w  ogóle biorą się moje myśli. Czy mój strach zakorzeniony jest
w rzeczywistości, czy może umysł płata mi znowu figle? Nigdy nie mam pewności.
Rozmyła się nawet granica między wyobraźnią a światem realnym i jest teraz tak
płynna, że nie sposób dostrzec linii podziału.
Czasem myślę sobie, żeby odejść, zanim stanie się coś złego, tak jakby
usunięcie tego jednego elementu równania miało zapewnić im wszystkim
bezpieczeństwo. Ale wtedy Tim obciera sobie kolano i biegnie do mnie, jak gdyby
zwykłe przytulenie mogło ukoić ból całej ludzkości. Albo Jeremy daje mi znowu
mokrego całusa w  policzek, a  ja przypominam sobie, że jestem jego całym
światem, na dobre i  na złe. Ruth przewiesza sobie przez ramię moją torebkę
i  chodzi za mną po domu krok w  krok, bo dla niej jestem kimś godnym
naśladowania. Albo Beth podnosi na mnie oczęta, ukazując w uśmiechu bezzębne
dziąsła, gdy próbuję ją nakarmić, a  serce ściska mi się z  miłości, która naprawdę
nie zna granic.
Takie chwile przypominają mi, że wszystko się zmienia i że ta chmura już dwa
razy nade mną zawisła i dwa razy odpłynęła, więc jeśli tylko wytrzymam, odpłynie
znowu. Nie odczuwam jeszcze nadziei, choć nadzieja powinna być mi znana,
ponieważ już kiedyś tę drogę przebyłam, a kiedy góry i doliny wydawały się nie do
pokonania, ja je przezwyciężyłam.
Stale próbuję odzyskać spokój i czasem, na krótką, lecz piękną chwilę, mi się to
udaje. Ale bezwzględna, przykra prawda jest taka, że każda nadciągająca noc
wydaje się ciemniejsza od poprzedniej.
Dziś wieczór stoję na krawędzi koszmaru.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin