Daniel Suarez - Demon.pdf

(1696 KB) Pobierz
Daniel Suarez
Demon
Dla Michelle: koniec z bajeczkami do poduszki...
demon (ang. daemon) - program komputerowy, który nieustannie działa w tle
i wykonuje konkretne działania w ustalonym czasie lub w odpowiedzi na pewne
zdarzenia. Skrót od „Disk And Execution MONitor".
2
Rozdział 1://Wykonanie
Reuters.com.business
Dziś w wieku 34 lat, po długiej walce z rakiem mózgu, zmarł dr
Matthew A. Sobol, współzałożyciel i główny dyrektor techniczny
CyberStorm Entertainment (HSTM - Nasdaq). Pionier rynku gier
komputerowych wartego 40 mld dolarów; twórca bestsellerowych gier
online „Linia Renu" i „Wrota". Dyrektor wykonawczy CyberStorm,
Kenneth Kevault, opisał Sobola jako „innowatora o niespożytych siłach i
niespotykany intelekt".
Co się stało, do cholery? Tylko to myślał w kółko Joseph Pavlos.
Przyciskał dłoń w rękawicy do gardła, ale pulsująca krew i tak wyciekała mu
między palcami. W piachu obok jego twarzy utworzyła się już szokująco duża
kałuża. W jakiś sposób znalazł się na ziemi. Nie mógł zobaczyć rany, ale ból
mówił mu, że jest głęboka. Przewrócił się na plecy i popatrzył w idealnie czyste,
niebieskie niebo.
Jego metodyczny zazwyczaj umysł gorączkowo przerzucał możliwości, jak
ktoś szukający wyjścia z budynku pełnego dymu. Musiał coś zrobić.
Cokolwiek. Ale co? „Co się stało, do cholery?" To pytanie bezużytecznie
rozbrzmiewało mu echem w głowie, a krew tryskała spomiędzy palców.
Adrenalina krążyła w żyłach, przyspieszając bicie serca. Spróbował
krzyknąć. Nic z tego. Krew trysnęła kilkanaście centymetrów w górę i opryskała
mu twarz. Tętnica szyjna...
Uciskał szyję mocno, prawie się dusił. A jeszcze kilka chwil wcześniej czuł
się tak dobrze. Przynajmniej tyle pamiętał. Ostatnie długi spłacone. W końcu,
wreszcie.
Zaczął się uspokajać. Dziwne. Dalej usiłował sobie przypomnieć, co robił.
Co go tu sprowadziło. Wydawało się to w tej chwili tak nieważne. Jego dłoń
zaczęła rozluźniać uchwyt, bo Pavlos wyraźnie widział, że nie ma ratunku; nie
istnieje żaden logiczny scenariusz, który dałby szansę na ocalenie życia. A w
końcu to jego niezrównane zdolności logiczne pozwoliły mu zajść tak daleko.
Zwiedzić pół świata. To koniec. Zrobił już wszystko, co miał do zrobienia. Jego
pole widzenia zaczęło się zwężać, poczuł się jak obserwator. Był spokojny I
3
właśnie w tym stanie chłodnego dystansu zrozumiał. Matthew Sobol umarł. Tak
podano w wiadomościach. I wszystko zaczęło mieć sens. Gra Sobola w końcu
zaczęła mieć sens.
Doprawdy, piękne. Sprytny facet...
4
Rozdział 2://Niechciany proces
Thousand Oaks w Kalifornii miało urok miejsca, gdzie sterylność łączy się z
nadgorliwością. Nie budowano tu domów. Produkowano je - po sto
identycznych śródziemnomorskich willi za jednym zamachem. Zbocza wzgórz
były porośnięte zamkniętymi osiedlami o nazwach, które zawierały wszystkie
kombinacje słów „most", „przystań", „łąka" i „jezioro".
W centrum miasta znajdowały się ambasady eleganckich sieci handlowych, a
ich obsługa codziennie dojeżdżała z miejscowości wasalnych. Tak jak
średniowieczny Lyon miał Aleję Garbarzy, Południowa Kalifornia miała Dolinę
Baristów i Kanion Strażaków & Personelu Ratowniczego.
Dla zwykłych ludzi pracy Ameryka stawała się zagadką. Kto w końcu
kupował te miedziane sosjerki za dwieście dolarów sztuka? I skąd ludzie brali
pieniądze na te wszystkie bmw? Byli sprytni czy tylko głupio
nieodpowiedzialni?
Pete Sebeck uważał, że pewnych wyjaśnień dostarcza telewizja. Skacząc po
kanałach późnym wieczorem, kiedy nie mógł spać, miał wrażenie, że reklamy są
skierowane właśnie do niego. Był ich targetem? Czy właściwie go rozgryźli? I
co to o nim mówiło? History Channel najwyraźniej uważał go albo za weterana
wojny w Korei, szukającego dobrych nożyc do przystrzygania krzewów, albo za
kogoś, kto rozpaczliwie potrzebuje zmiany pracy. Sebeck odnosił nieprzyjemne
wrażenie, że jedno z tych dwóch to prawda.
Autostrada 101 przecinała Thousand Oaks na pół, ale nie istniało tu coś
takiego, jak gorsza strona drogi. Miasteczko nazwano najbezpieczniejszym w
Ameryce, a patrząc na czyste ulice za oknem samochodu, detektyw sierżant
Peter Sebeck przypominał sobie, czemu on i Laura sprowadzili się tu trzynaście
lat temu - kiedy jeszcze ziemia w tej okolicy miała normalne ceny; hrabstwo
Ventura było świetnym miejscem do wychowywania dzieci. Jeśli tu spieprzyłeś
wychowanie dziecka, sam Pan Bóg by ci nie pomógł.
- Migrena, Pete? - Nathan Mantz patrzył na Sebecka z troską z fotela
kierowcy. Pokręcił głową. Wiedział, że nie warto naciskać.
Sebeck myślał o wezwaniu radiowym od Burkowa. Na pewno miało ono
wstrząsnąć kilkoma country clubami w okolicy. Sebeck i Mantz jechali przez
miasto z błyskającym kogutem, ale bez syreny. Po co niepokoić ludzi. Z
nieoznakowanej crown victorii Sebeck obserwował beztroskich mieszkańców -
5
Zgłoś jeśli naruszono regulamin